fbpx

Belly Boat – test mini pontonu.

belly boat

W jednym z wcześniejszych postów analizowałem, jaki środek pływający wybrać. Dziś chciałbym Wam opisać moją niedawną przygodę z testowania całkiem ciekawego pływadełka, jakim jest BellyBoat. 

BellyBoat wygląda jak mini ponton z siedziskiem i bocznymi balonami. Napędzany jest siłą mięśni – trzeba po prostu machać w wodzie nogami, odzianymi w płetwy. Jak to skomentowała moja córka, gdy zobaczyła mnie ubranego w śpiochy i płetwy – Tato, wyglądasz jak kaczka! Oczywiście istnieje też możliwość podpięcia silnika elektrycznego z tyłu. Po dwóch dniach testów, zarówno na rzece, jak i na żwirowni, wiem już, jakie są plusy i minusy pływania na BellyBoacie.

Zalety pływania BellyBoatem.

I tak z plusów – największym jest niewielki, kompaktowy rozmiar pływadełka, dzięki czemu rozłożone zmiesi się w aucie typu kombi, a złożone, nawet w bagażniku niewielkiego sedana. Zabrać je więc można wszędzie, nawet jadąc do teściów na obiad i wyskoczyć na chwilkę nad wodę. Zwłaszcza, że rozłożenie, napompowanie i uzbrojenie BallyBoata zajmuje dosłownie chwilę – ja zmieściłem się w 10 minutach. Dużą zaletą tego mini pontonu jest też jego zwrotność, dzięki czemu można wpłynąć w fajne miejscówki, niedostępne zwykle z łódki lub standardowego pontonu. Poruszanie się BellyBoatem po łowisku jest bezpieczne i ciche. Ostatni, duży plus daję za to, że pływanie w taki sposób wymaga sporej aktywności fizycznej, dzięki czemu można spalić dużo kalorii.

BellyBoat – minusy. 

Jeśli chodzi o minusy, odnotowałem trzy najbardziej dla mnie istotne. Po pierwsze – pływanie BellyBoatem  – o ile nie masz podpiętego elektryka i polegasz tyko na sile swoich nóg – może stanowić duże wyzwanie na rzece, zwłaszcza w wartkim nurcie. W takim przypadku nie tylko dopłynięcie do miejsca, gdzie się wodowałeś, ale też potem dojście do auta może być dużym problemem. Dlatego dobrze jest tak zaplanować pływanie, żeby – podobnie jak na kajakach – do wody wchodzić w jednym miejscu, a wychodzić w innym. Drugim minusem jest brak swobody ruchów. O ile samo pływadełko jest zwrotne, o tyle cieżko się w nim swobodnie okręcać, obsługiwać wędkę i dodatkowo – co jest szczególnie ważne dla mnie – nagrywać, czy robić zdjęcia. I minus ostani – jeśli musisz do toalety – nie będzie to szybka akcja 😉 Musisz dopłynąć do brzegu i jeszcze ściągnąć śpiochy i płetwy. Ten trzeci minus, czasami okazuje się największy!

Tak jak wspomniałem na wstępie, BellyBoata testowałem zarówno na rzece – niewielkim, starym korycie Odry, jak i na sporej żwirowni. Pływając po Odrze, liczyłem na złowienie suma, choć pewno nieźle bym się spocił, wyciągając go z wody siedząc na BellyBoacie. Liczę na to, że dane i będzie przekonać się, jak to jest.

Filmik z testu BellyBoata na rzece, zobaczycie poniżej:

Pływając na żwirowni, połowiłem okonie. W tym przypadku, ze względu na ciężko dostępne zejście i specyfikę zbiornika, szczególnie doceniłem możliwości, jakie daje pływanie BellyBoatem.

Do obejrzenia relacji z testu BellyBoata na żwirowni, zapraszam tutaj:

Podsumowując – pływanie na BellyBoacie to ciekawe doświadczenie i choć nie zrezygnuję z pływania łódką, to małe pływadełko z pewnością będę wykorzystywał częściej, zwłaszcza na wodach trudniej dostępnych oraz wtedy, gdy będę chciał popływać bardziej rekreacyjnie, bądź spalić więcej kalorii.

Belly Boat – test mini pontonu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewiń do góry