fbpx

Lubię Ryby

Blog dla pasjonatów wędkarstwa

Hiszpańskie pstrągi – dwa podejścia, jedna pasja

Hiszpańskie pstrągi – dwa podejścia, jedna pasja

W życiu każdego wędkarza przychodzi taki moment, że trzeba wszystko rzucić i po prostu ruszyć po „rybę życia”.
Tak było i u mnie. Nagle – bach! – decyzja: jedziemy do Hiszpanii, na pstrągi.

Ekipa? Zacna: Kacper, Marcin, Hubert, Tomek i ja.
Wylot z Warszawy, szybki odbiór busa, parę godzin drogi i już meldujemy się w naszej bazie – jakieś 20 km od rzeki, którą mieliśmy przeczesywać.

Licencja – niby formalność, a człowiek gotów z butami wbiec do wody

Plan był prosty: cztery dni całodniowego łowienia.
Ale zanim cokolwiek zarzuciliśmy, trzeba było ogarnąć licencje.

Kupiliśmy je w lokalnym sklepie wędkarskim, a procedura… ciągnęła się jak makaron.
Siedzę, patrzę, a w głowie ciągle obraz rzeki, którą mijaliśmy po drodze.

Czysta, dzika, aż kipiała życiem. Ryby widzieliśmy z mostu. I to nie byle jakie – wielkie sztuki!

Rzeka marzeń, restrykcje i moja filozofia: grubo albo wcale

No i w końcu – jesteśmy nad wodą.
Rzeka jak z katalogu: dzika, czysta, z wydzielonymi odcinkami (głównie pod muchę), regulamin dość restrykcyjny, ale do ogarnięcia.

Ryby były, ale my mieliśmy tylko jeden cel – pstrągi 60+.
Żadnego dłubania, żadnych kompromisów – grubo albo wcale.

Sześćdziesiątki nie złowiłem.
Jedną dużą miałem na kiju – naprawdę dużą – ale spadła podczas holu.
Taki sport.

Na innej rzece trafiłem za to na brzany.
Stałem w wodzie i nagle dwie sztuki po około 70 cm ocierają się o moje nogi.
Serio – ciary na plecach.

Pierwszy wyjazd zaliczam na plus.
Ryby życia nie było, ale emocji i obrazów do zapamiętania – masa.
Tomek i Marcin połowili tak, że szczęka opadała.

Drugie podejście – zimno, deszcz i nowe spojrzenie

Minęło trochę czasu i wróciliśmy.
Tym razem bogatsi o doświadczenia, lepiej uzbrojeni sprzętowo i… z nowymi twarzami ekipy – Tomkiem, świetnym łowcą, który wyciągnął pstrąga prawie 70 cm oraz Łukaszem – ten to dopiero pasjonat wędkarstwa.

Początek marca, zaraz po otwarciu sezonu.
Pogoda? Powiem tak: zimna woda i deszcz non stop.
Ryby mniej aktywne, ale rzeka – mimo że „w skale” – nie mętniała po opadach, więc można było łowić bez paniki.

Presja wędkarska spora, ale każdy coś połowił.
Ja znów bez pstrąga marzeń, za to z brzaną, którą będę wspominał latami.

Hiszpańskie pstrągi – dwa podejścia, jedna pasja

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewiń na górę